poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Pierwsze dni...

Dzisiaj byl bardzo meczacy dzien! Nie moglam spac cala noc i sie przestawic czasowo. Od rana bylismy w wielu miejscach. Najpierw w kosciele, gdzie wszystko jest inne! Rozni sie calkiem od polskiego. Po pierwsze na mszy mozna zuc gume i jesc. Normalnie jest stolik z piciem i jedzeniem, podchodzisz i bierzesz. W ogole bylo tez cos podobnego do karaoke. Ludzie grali na gitarze i spiewali. Komunia to chleb, ktory trzeba zamoczyc w winie. Bardzo mila atmosfera, wszyscy sa nastawieni pozytywnie! Poznalam chyba cale grono koscielne :D.




Kosciol aktualnie jest w gimnazjum, poniewaz jest remont.

Po kosciele pojechalismy na zakupy i spacer. Sklep byl taki ogromny, ze na srodku byla restauracja...






Nie moglismy znalezc niczego, co by mi smakowalo, a gdy juz zobaczylam laysy, wszyscy byli podescytowani, ze w koncu cos zjem! Dotad jadlam frytki... Bylismy juz w wielu restauracjach.







Poszlismy dzisiaj tez na jakas ceremonie, gdzie chrzcili w jeziorze kilku ludzi. Spotkalam tez dziewczyne z Chin, ktora tez przyjechala na wymiane. Ma na imie "Monika".











Pozniej pojechalismy do domu. Jest teraz czwarta po poludniu, wiec zasypiam (zmiana czasu). Jutro idziemy z Christina na basen, bo zapisalysmy sie na kolko plywackie zamiast wfu.

To na tyle. Do jutra!

niedziela, 21 sierpnia 2011

Welcome to Lacey!

Wreszcie jestem w USA! Normalnie niedowierzalam, kiedy wysiadlam z samolotu! W ogole loty byly strasznie dlugie i meczace. Do samego Amsterdamu jakies 2 h, a do Seattle 10! Juz nie moglam usiedziec... Na szczescie siedzialam z Iza i Monika i podali pizze! :D Pozniej jeszcze jakies lody i niedobre mieso. Co chwile latali z piciem i ze smieciami, wiec nawet nie bylo jak przejsc. Samolot byl ogrooooomny! I byly nawet dobre filmy do wyboru. Obejrzalam w sumie jeden, bo reszte przespalam. Na lotnisku powitali mnie Joyce, Christina i John z wielka tabliczka "Witamy Katarzyna". Nie mogli wymowic mojego imienia, wiec zostalam przy "Kate".






Lotniska byly ogromne, a szczegolnie to w Amsterdamie! W dodatku wysiadlysmy na zlym terminalu i trzeba bylo przechodzic na drugie skrzydlo z 20 minut.
Gdy juz wyladowalismy w Seattle, czekalysmy jakies 15 minut na wize, ale nie bylo zadnych problemow. Oczywiscie pobrali odciski palcow i takie tam. Zadawali mnostwo pytan i w koncu przybili malutka pieczatke... :D

Gdy Hosci mnie odebrali, zabrali mnie do duzego, elektronicznego sklepu, zebym mogla sobie obejrzec moj aparat. W koncu go kupilam! Juz zrobilam kilka zdjec. Najbardziej fotogeniczna jest Annie. W zyciu nie widzialam tak delikatnego i milutkiego psa!



Bylismy wczoraj juz na frytkach dwa razy, haha! Na kazdym kroku fast foody! A kazda z restauracji jest przeogromna! Ludzie sa wszedzie mili i sympatyczni, nie to, co w Polsce. Zauwazylam, ze potrafia sie cieszyc z czyjegos szczescia i do wszystkiego sa dobrze nastawieni. Nawet po wielu godzinach w pracy dalej chce im sie usmiechac!!!





To nasze sasiedztwo i domki w poblizu + ogrodek. Moj aparat jest swieeeeeetny! Za godzine ide do kosciola, wiec tez porobie jakies zdjecia. I oczywiscie pokaze potem pokoj! :P

Nie spalam pol nocy. Nie umiem sie przestawic... Christina oczywiscie nie spala tez i troche pogadalysmy, posiedzialam na ipadzie (cudo)!


Dobra, lece, napisze pozniej! :) Jestem juz po sniadaniu tak w ogole (platki z mlekiem) xd. 


piątek, 19 sierpnia 2011

See you soon, Poland!

Hejjj! Za kilka godzin będę już w samochodzie... A później na terminalu 2 z dziewczynami. :* Dzisiaj pakowałam się calutki dzień, bo poprzednio nawrzucałam tylko rzeczy do walizki. W ogóle mam spory nadbagaż i pewnie na odprawie będę szperać i wyciągać zbędne kilogramy.
Nie jest tak łatwo wyjechać na 10 miesięcy, a szczególnie się spakować... Nie mówię już o pożegnaniach! Naprawdę będzie ciężko spędzić rok poza domem. Nie wiem tylko czy dobrze robię, że nie biorę laptopa. Hości mówią, że udostępnią mi komputer i nie ma sensu go taszczyć.

Nie mam żadnych zdjęć, ani niczego. Napiszę z Amsterdamu lub już z Waszyngtonu i coś dodam. O 6 rano mam wylot! :( Powinnam być około 23-ej na miejscu.

To dziwne, ale się nie stresuję, ani nic. Aha i mam nadzieję, że w Lacey jest ładna pogoda! U nas ciągle burze i deszcz!


 Więęęęc do napisania i trzymajcie kciuki, żebym szczęśliwie doleciała i się nie zgubiła na lotniskach, haha!

sobota, 13 sierpnia 2011

7 days!

Hej! Do wyjazdu został tylko tydzień. Nawrzucałam już rzeczy do nowo kupionej, ogromnej walizki... Jeszcze kilka przeprasuję i będę spakowana. Przedwczoraj byłam na ostatnich zakupach i myślę, że już wszystko mam. Wczoraj pisałam z Hostami, którzy przebywają aktualnie w Meksyku i potwierdzili, że odbiorą mnie z lotniska o 11:35 (ich czasu). Poza tym mam kilka dobrych wieści: 1. w Waszyngtonie będą prowadzone spotkania wszystkich wymieńców z Polski (jest nas pięciu) co kilka tygodni. 2. być może będzie wycieczka na Hawaje (!!!). 3. są organizowane wycieczki z CHI do różnych dużych miast, stanów.

Teraz, gdy pozostało jeszcze 7 dni, strasznie się tym wszystkim stresuję. Mam nadzieję, że podczas kilkunastogodzinnego lotu nie będę się nudzić. Kupiłam sobie drugą część Forresta Gumpa.

Zadajecie pytanie: co będziesz robiła po USA? Mam zamiar iść od drugiej liceum do szkoły, czyli normalnie z moim rocznikiem. Kupiłam sobie już książkę od historii, którą będę musiała wykuć, bo gdy przyjadę mam egzamin. Później oczywiście studia... Jakiś kierunek z  j.angielskim lub medycyna. Plany zmieniają mi się co jakiś czas, więc nie jestem w stanie powiedzieć.


Napiszę już przed samym wyjazdem z Polski. :) 
PS boję się wszystkiego!

sobota, 6 sierpnia 2011

Only 2 weeks!

Hej! Nie wierzę w to! Jeszcze dwa tygodnie i wyjeżdżam do Stanów Zjednoczonych! Powoli zaczynam się pakować i sprawdzać czy moja walizka wszystko pomieści. Byłam dzisiaj z rodzicami na zakupach (co za męczący dzień!), ale nie trafiliśmy na jakiś szczególnie pojemny bagaż.

Z rodziną piszę prawie codziennie. Ciągle mówią, że są podekscytowani i nie mogą się doczekać. Ja w sumie również. Wyjechali do Kalifornii kilka dni temu i wracają dziewiętnastego. Na następny dzień spotykamy się na lotnisku! Nie wiem, jak ja się rozstanę z bliskimi...

Póki co - wszystko idzie po mojej myśli. Do Seattle lecę z Izą i Justyną, więc nie będę sama i połapię się na lotnisku. Zostało mi najgorsze: pożegnania! Tak w ogóle nie mogę się doczekać zakupu lustrzanki. Będę na bieżąco zdawała relacje.



Na pierwszym zdjęciu dom Hostów, a na drugim ocean, który znajduję się niedaleko od naszego miasta (zdjęcia zrobiła Joyce). 

Napiszę przed wyjazdem. Nie mogę się doczekać, ale z drugiej strony chciałabym jeszcze wykorzystać czas w Polsce. Pozdrawiam! :*