Wreszcie jestem w USA! Normalnie niedowierzalam, kiedy wysiadlam z samolotu! W ogole loty byly strasznie dlugie i meczace. Do samego Amsterdamu jakies 2 h, a do Seattle 10! Juz nie moglam usiedziec... Na szczescie siedzialam z Iza i Monika i podali pizze! :D Pozniej jeszcze jakies lody i niedobre mieso. Co chwile latali z piciem i ze smieciami, wiec nawet nie bylo jak przejsc. Samolot byl ogrooooomny! I byly nawet dobre filmy do wyboru. Obejrzalam w sumie jeden, bo reszte przespalam. Na lotnisku powitali mnie Joyce, Christina i John z wielka tabliczka "Witamy Katarzyna". Nie mogli wymowic mojego imienia, wiec zostalam przy "Kate".
Lotniska byly ogromne, a szczegolnie to w Amsterdamie! W dodatku wysiadlysmy na zlym terminalu i trzeba bylo przechodzic na drugie skrzydlo z 20 minut.
Gdy juz wyladowalismy w Seattle, czekalysmy jakies 15 minut na wize, ale nie bylo zadnych problemow. Oczywiscie pobrali odciski palcow i takie tam. Zadawali mnostwo pytan i w koncu przybili malutka pieczatke... :D
Gdy Hosci mnie odebrali, zabrali mnie do duzego, elektronicznego sklepu, zebym mogla sobie obejrzec moj aparat. W koncu go kupilam! Juz zrobilam kilka zdjec. Najbardziej fotogeniczna jest Annie. W zyciu nie widzialam tak delikatnego i milutkiego psa!
Bylismy wczoraj juz na frytkach dwa razy, haha! Na kazdym kroku fast foody! A kazda z restauracji jest przeogromna! Ludzie sa wszedzie mili i sympatyczni, nie to, co w Polsce. Zauwazylam, ze potrafia sie cieszyc z czyjegos szczescia i do wszystkiego sa dobrze nastawieni. Nawet po wielu godzinach w pracy dalej chce im sie usmiechac!!!
To nasze sasiedztwo i domki w poblizu + ogrodek. Moj aparat jest swieeeeeetny! Za godzine ide do kosciola, wiec tez porobie jakies zdjecia. I oczywiscie pokaze potem pokoj! :P
Nie spalam pol nocy. Nie umiem sie przestawic... Christina oczywiscie nie spala tez i troche pogadalysmy, posiedzialam na ipadzie (cudo)!
Dobra, lece, napisze pozniej! :) Jestem juz po sniadaniu tak w ogole (platki z mlekiem) xd.